Poród w wodzie może być zbawienny
Planowałam swój poród od A do Z. Chciałam, aby wszystko przebiegało zgodnie z moimi życzeniami, aby wszystko przebiegło po mojej myśli. Był to mój pierwszy poród, więc chciałam, żeby był nie tylko mniej bolesny, ale chciałam go celebrować i traktować, jak rytuał. Przecież poród jest narodzeniem się nowego człowieka, nowego życia.
Jakie miałam plany? Po pierwsze, byłam stuprocentowo pewna od samego początku, że będę rodzić naturalnie. Nie wchodziła w grę żadna cesarka czy też znieczulenie zewnątrzoponowe. Liczyło się to, ze ma to być całkowicie poród naturalny. Przyznam się, że nie toleruję tego, ze kobiety ciężarne dają się usypiać na czas porodu tylko po to, żeby nie czuć bólu, żeby poprzez cesarskie cięcie zostało wszystko w mig załatwione. Nie chciałam iść na łatwiznę. Pragnęłam przeżywać poród wraz z moim ukochanym maluszkiem. Nie miałam zamiaru korzystać z żadnych leków ani przyspieszaczy, no chyba, ze by zaszła jakaś potrzeba czy zagrożenie dla życia dziecka. Wtedy byłabym rzecz jasna gotowa na każde ustępstwo.
Kolejne moje życzenie, co do odbywającego się porodu polegało na tym, ze całość miała odbyć się u nas w mieszkaniu. Dużo czytałam o tym, jak kobiety sobie chwaliły domowy spokój, ciepłą i miłą atmosferę oraz poczucie niesamowitego komfortu, którego nie dało się opisać. Także miałam taki zamiar. Tyle się naczytałam negatywnego o polskich porodówkach, ze byłam już bardzo sceptycznie nastawiona. Mój poród miał się odbyć w domu i tyle. Przy udziale jedynie jednej położnej, którą na dodatek poleciła mi przyjaciółka. Jej poród pierwszego dziecka także odbierała w domu owa położna. Dlatego też wzięłam do niej numer telefonu i od razu zadzwoniłam, aby zaklepać sobie jej obecność na te dni, które zostały przez lekarza wyznaczone, jako właściwe do narodzin naszego dziecka.
March 31, 2009 - 10:22 PM